wtorek, 9 kwietnia 2013

Przepis 12 - chleb

Chleb Stefana to żaden rarytas. Ale na ciepło skusi niejednego łasucha. Jego zrobienie zajmuje niecałą godzinę. W porównaniu do mojego ulubionego, ale jedenastogodzinnego chleba, to "miód na serce".
Oto przepis:
- 3 szklanki mąki ( najlepiej z pełnego ziarna, może być też orkiszowa)
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej
- 1 łyżeczka soli morskiej
- 350 ml maślanki
Ciasto wyrabiamy w dużej misce. Najpierw wsypujemy sypkie składniki, później wlewamy maślankę. Nie wyrabiamy za długo. Ciasto ma być elastyczne, a nie klejące. Formujemy na stolnicy z ciasta kulę i pośrodku robimy nacięcie na krzyż. Wstawiamy do piekarnika góra-dół 200 stopni na 40 minut. No i chlebowy Stefan gotowy!







Zauważyłam, że Brunio zjadł tylko chrupiącą piętkę. Rzeczywiście najlepiej smakuje gorąca skórka.

Chleb Stefana

Stefan to wielki przyjaciel naszej rodziny. Zjawia się prawie codziennie w moim domu. Wszystko co ginie, zabrał Stefan, wszystko, co pojawia się znienacka, to też wina Stefana. Jego historia sięga mojego domu rodzinnego i widzę tu winę mojego kochanego taty, który zawsze miał pod ręką wymyślonego Stefana.
Dzięki niemu nie musiał się tłumaczyć z zapomnianych zakupów, czy niechcianych prezentów. Stefan tak się u nas zadomowił, że ja i moje dzieci również uciekamy się do jego mocy. Gdy Pola pyta, kto ją odwiezie do miasta? Pierwsza nasuwa się odpowiedź: może Stefan? Maks chce wiedzieć: gdzie jego zeszyt do historii? I znów Stefan! Istnienie jego jest chwilowe i niezbędne w tym właśnie momencie, jak chleb, który robi się szybko na kolację, a trzy godziny później jest już nie do zjedzenia. Chleb zawiera sodę oczyszczoną, więc ci, którym ten zapach nie w smak, nie przekonają się do niego. Jest natomiast szybkim wyjściem z braku pomysłu na prosty posiłek. Świetnie smakuje na gorąco z pastą jajeczną lub twarożkiem.






Pewnego razu Stefanowi należało wymyślić jakąś twarz. To sprowokowało plastyczną zabawę z Bruniem.
Wycięliśmy parę oczu i ust z niepotrzebnych gazet. Widziałam, że Brunio sam chce wybrać kształt twarzy z kolorowego papieru. Wycinanie trwało wieki, więc trochę mu pomogłam. To częsty problem u maluchów: nożyczki. Łatwiej coś ulepić i pomalować, niż wyciąć. Dlatego widzę, że Brunio powinien dużo ćwiczyć z korzyścią dla swoich rączek.





Powstały fajne buźki, nie tylko Stefana. Brunio się uśmiał, ja też!

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Przepis 11 - brownie

To ciasto to prawdziwa delicja. Takie powinno być życie. Słodko pachnące, dobrze wyglądające, pysznie smakujące, gdzie nie trzeba było się narobić. Oto przepis! Na brownie oczywiście, nie na życie!
- 200 g gorzkiej czekolady ( czyli dwie tabliczki)
- 3 jajka
- 225 g masła
- pół łyżeczki ekstraktu waniliowego
- 275 g cukru ( fajny jest trzcinowy)
- szczypta soli ( używam tylko morskiej)
- 135 g mąki
Czekoladę i masło rozpuszczam w rondelku. Zostawiam do wystygnięcia. Miksuję jajka z cukrem i wanilią. Powoli dodaję roztopioną czekoladę z masłem. Na koniec wrzucam mąkę z solą i miksuję na małych obrotach. Wlewam do nasmarowanej masłem foremki. Ja używam często dwóch różnych, okrągłej-ładniejszej i podłużnej-wygodniejszej. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 160 stopni z termoobiegiem, na 20-25 minut. Ciasto powinno być miękkie i wilgotne w środku.
Gdyby wszystko smakowało tak dobrze. Pola powiedziała, że Brunio nie był w stanie powstrzymać się przed zjedzeniem dwóch kawałków naraz. Podobnie ja!





                                                               mniam, mniam

Wycinanki z brownie

Od dwóch tygodni dostawałam maile ze szkoły Maksa, że jutro będzie "akcja ciasto". Delikatnie namawiały do uczestnictwa w postaci domowych wypieków. Szlag! Ja tu pomiędzy szkołą, lekarzem, obiadem, humorzastym Bruniem, po koszmarnych dla pięciolatka badaniach , jego "pociągiem" do komputera itp, itd. Coś musiałam jednak wymyślić, bo Maks ma mi trochę za złe, niezbyt aktywny udział w jego szkolnym życiu.   Brownie okazał się ku temu dobrym sposobem. Zrobienie ciasta zajęło mi 20 minut ( coś między judo Maksa, a drugim daniem Brunia) I na dodatek jest to chyba jedyna słodkość, którą lubią wszystkie dzieci. Trzeba było zobaczyć moją minę, gdy okazało się, że "akcja ciasto" została przesunięta na za tydzień. Dzieci były zachwycone. Widziałam, że Brunio z wrażenia zapomniał o grach Maksa. Co za niespodziewany deser w środku tygodnia! Przecież mama piecze prawie zawsze w weekendy.





A na prawdziwy deser były wycinanki Poli i Brunia. To znaczy Poli robota,  a  Brunia asysta. Znowu prościzna. Trzeba poskładać kartkę papieru jak najwięcej razy i powycinać wybrany kształt, pamiętając, aby z jednej strony kartka była złączona! 







Śmiesznie wyszło. Wszystko biało-brązowe. 
I znowu banalnie prosta zabawa. Zauważyłam, że Brunio łatwo się odnajduje w plastyce prostej i przyjemnej. Mnogość zadań natomiast go przeraża. Jak mnie w życiu.

piątek, 5 kwietnia 2013

Przepis 10 - kompot

Aż wstyd zapisywać przepis na kompot. Nic prostszego chyba jeszcze nie wymyślono.
- paczka mrożonych śliwek
- 1 lub 2 jabłka
- 3-4 łyżki cukru
- kawałek skórki cytryny
- 2-3 goździki (dla chętnych)
Wszystko wrzucamy do garnka i zalewamy wodą. Gotujemy do zagotowania i minutę dłużej. Na zdrowie!




Monety i kompot

Kompletnie nie miałam dziś pomysłu, czym zająć znudzonego chorobą i dwutygodniowym siedzeniem w domu Brunia. Sam wylał "miód na moje serce" wołając, abyśmy zrobili coś plastycznego. Jednak wszystkie moje pomysły nie wzbudziły jego akceptacji. Nuda, Nuda! Zupełnie przypadkowo przypomniała mi się zabawa stara jak świat. Odrysowywanie monet. Kto tego nie robił w dzieciństwie? Trochę kolorowych kredek, monet i czysta kartka papieru. Nie sądziłam, że Brunio tak się zachwyci. Oto jego słowa: GENIALNE! Tylko małe dziecko może tak cieszyć się z byle czego. Kolejny raz potwierdza się przysłowie, że piękno w prostocie. A w tym przypadku nie piękno, ale dobra zabawa! 




 Gdy zebraliśmy pełen worek szmalu, postanowiliśmy zrobić przerwę. W końcu robienie kasy jest wyczerpujące.
 Staram się dzieciom ( z niechlubnym wyjątkiem Maksa) codziennie dawać choć jeden owoc. 
Usłyszałam, że Brunio stanowczo odmawia współpracy. Jedynym wyjściem w tej sytuacji jest kompot, który Bruń uwielbia. Świetnie działa na dzieci z problemami w wypróżnianiu. Oprócz (mrożonych chwilowo) śliwek dodaję do niego jabłka, ale w całości lub przekrojone na pół. A to dlatego, że tylko w ogryzkach jabłek znajdują się substancje niezwykle zdrowe dla organizmu, które my najczęściej wyrzucamy do kosza. Niech chociaż będą w moim kompocie!



I tu niespodzianka! Gdy Brunio wypił szklankę kompotu poprosił o banana, a po bananie zjadł jeszcze dwa kawałki jabłka. Bądź tu mądry!

czwartek, 4 kwietnia 2013

Przepis 9 - krem z groszku

Doskonała zupa- krem z groszku:
- 2 łyżki oliwy z oliwek
- 2 małe cebule
- torebka mrożonego groszku
- około litra bulionu warzywnego ( gdy nie mam domowego rosołu dodaję wody z kostką)
- 12 świeżych liści bazylii
- sól morska
- świeżo zmielony pieprz ( ja używam głównie pieprzu kolorowego)
- śmietana 18%
W rondelku podgrzewam oliwę, wrzucam cebulę i podsmażam parę minut do zrumienienia. Wsypuję groszek i zalewam bulionem. Gotuję około 10-15 minut. Odstawiam. Dodaję umyte liście bazylii i sól do smaku. Całość miksuję blenderem. Potem dodaję pieprz. Wlewam na małe miseczki i przystrajam łyżeczką śmietany. Pycha! W lecie można jeść tą zupę na zimno z lodówki, jak chłodnik.





Zauważyłam, że Brunio spojrzał na mnie "bykiem", gdy wspomniałam o wersji letniej. Rozumiem, że u mnie się nie przyjmie. Ale jest to pomysł na ciepłe popołudnia spędzone ze znajomymi na tarasie.