wtorek, 24 grudnia 2013

Przepis 52 - śledzie z tymiankiem

Śledzik ze świeżym tymiankiem:

- 6 płatów śledziowych
- świeży tymianek
- suszone śliwki ( około 10)
- orzechy włoskie ( pół szklanki)
- 1 i pół szalotki
- pieprz
- olej rzepakowy

Śledzie moczę przez dwie godziny w wodzie. Raz zmieniam wodę po godzinie. Kroję śledzia w paski około 2 cm. Posypuję pokrojoną w kostkę szalotką, suszonymi śliwkami. Orzechy prażę parę minut na patelni. Potem kroję na małe kawałki. Posypuję śledzia. Mam to szczęście, że zasadziłam w ogródku zioła i nawet w czasie ciepłej zimy mam świeżą dostawę. Tymianek więc obrywam z jego małych listków i dosyć obficie posypuję śledzie. Na koniec polewam olejem i pieprzę. Pycha!



Śledzik

Po wielu perypetiach z zepsutym i zawirusowanym sprzętem wracam do mojego bloga. Szkoda, że nie zdążę już z moimi ulubionymi potrawami wigilijnymi, bo za parę godzin siadamy do stołu. Ale coś malutkiego, jak śledzik muszę wstawić.
Śledź na moim stole świątecznym jest zawsze w kilku odsłonach. Ostatnio znalazłam doskonały na niego przepis. Posiada wszystko, co uwielbiam : śliwkę suszoną, świeży tymianek, orzechy włoskie. W zestawie ze śledzikiem - poezja.



Zauważyłam, że Brunio  cierpi katusze wąchając wigilijne potrawy. Najbardziej mu nie odpowiada zapach kompotu z suszu. Szkoda, bo to samo zdrowie i po kolacji wigilijnej nadzieja na lżejszy brzuch. Choć w Brunia przypadku zachodzę w głowę, jak wepchnąć w niego smażonego karpia i pierogi z kapustą? Brzuch Bruniowy napchany raczej nie będzie.
Bruniowa plastyka za to, całkiem obfita. Historyjka wyścigów Brunia z tatą. Cokolwiek to znaczy :)





piątek, 13 grudnia 2013

Przepis 51- pierniki

Bożonarodzeniowe pierniczki:

- 0,3 l miodu
- 0,4 kg cukru
- 0, 35 kg masła
- 0,3 l śmietany kremówki
- 1,3 kg mąki pszennej
- 1 opakowanie przyprawy do pierników ( ja używam "Kamis")
- 1 łyż stołowa proszku do pieczenia

Masło topię w rondelku na małym gazie. Mieszam w dużej misce roztopione masło z cukrem, miodem i przyprawą. Ubijam śmietanę i powoli mieszając, dodaję do masy. Rozpuszczam proszek do pieczenia w niewielkiej ilości wody i powoli dodaję do ciasta. Na koniec również powoli dosypuję, przesianą przez sitko mąkę.Ciasto nabiera stałej konsystencji. Powoli wyrabiam na stolnicy. Zbijam w kulę , zawijam w folię aluminiową i wstawiam do lodówki na 2-3 godziny. Potem dzielę na kilka części i rozwałkowuję każdy placek. Wykrawam z dziećmi, kształty z różnych foremek. Piekę w temperaturze 175 stopni, góra-dół przez około 11 minut. Czas pieczenia zależy od grubości ciasta. Trzeba pierwszego placka pilnować, aby pierniczki się nie spaliły.
Pierniki lukrujemy przed samymi świętami. Nielukrowane, zamknięte w blaszanych pudełkach, mogą leżeć kilka miesięcy.




O, choroba!

Spotkało nas ostatnio trochę małych nieszczęść. Niestety zagościły w naszym domu myszy, choroby i defekty sprzętowe. Myszy były nawet zabawne w garażu, ale gdy ślady ich obecności pojawiły się w garderobie i innych pokojach, śmiech zamarł mi na ustach. Wyobraźnia podziałała i widok ich małych, futrzastych ciałek w naszych ubraniach i innych przedmiotach wydał się mocno odpychający. Zaczęło się od pogryzienia ukrytych, czekoladowych Mikołajków. Nadżarte przez myszy wyglądały jak rodem wyjęte z zamku króla Popiela. A więc wojna! Cały dom mamy w trutce, która powoli znika, ale nie znikają ślady myszy. Może się uodporniły i prędzej one mnie wykończą, niż ja je.
Do tego doszły choroby w ilości kilku pod rząd. Tak więc mieliśmy wirusy, przeziębienia i tzw grypy żołądkowe. Myślałam, że Brunio jako jedyny nie zachoruje, ale niestety i on leży teraz grzecznie obok miseczki.
Padł mi też sprzęt. Jak pada to wszystko na raz. Szlag trafił skaner, potem dwa laptopy, a potem okazało się, że cudownie zawirusowałam kartę z aparatu i szlag trafił kilkaset moich zdjęć. A więc wiele prac plastycznych trzeba będzie powtarzać, nie mówiąc o kilku wyśmienitych potrawach.
Dlatego na pocieszenie zrobiliśmy sobie bożonarodzeniowe pierniczki. Osłodziły nam kilka ostatnich dni i zasłodzeni i obżarci, przestaliśmy się tak bardzo przejmować. No może nie wszyscy.




Na ostatnich zajęciach plastycznych robiliśmy kartki świąteczne z brystolu z wyciętą choinką. Dzieci za zadanie miały opracować tą kartkę graficznie, korzystając z techniki kolażu.
Brunio miał to zadanie sam zrobić w domu, ale choroba mu niestety przeszkodziła i nie wiadomo czy zdąży do świąt.
Oto przykład:




Z kawałka kartki z bloku technicznego i z gazety, można szybko zrobić kartkę świąteczną. Fajną i przede wszystkim przez siebie zaprojektowaną i zrobioną. A to najważniejsze. Otwory mogą być też okrągłe, jak bombka, gwiazdka lub nawet bałwan. Chociaż tych chyba wystarczy nam na świecie :)

wtorek, 26 listopada 2013

Przepis 50 - "chińczyk"

Chińskie danie po polsku:

- pierś z kurczaka
- cebula
- papryka
- pędy soi
- pędy bambusa
- grzybki mun
- kapusta pakczoj
- jarmuż
- czosnek
- sos sojowy
- trochę mąki ziemniaczanej
- miód
-sól, pieprz i jak ktoś lubi,słodko-kwaśny sos chilli
-olej
- ryż basmati

Kurczaka kroję na cienkie i długie kawałki. Posypuję mąką ziemniaczaną i polewam sosem sojowym z wyciśniętym czosnkiem i miodem do smaku. Marynuję kilka godzin w lodówce. Na rozgrzanym oleju na woku podsmażam mięso ciągle mieszając. Dodaję pokrojone w podłużne paski wszystkie warzywa. Grzybki trzeba wcześniej namoczyć. Czasami idę na łatwiznę i dodaję paczkę mrożonych, chińskich warzyw. (bardzo dobre są Hortexu) Oddzielnie dodaję pokrojony pakczoj i jarmuż. ( to dla zdrowia) Wszystko duszę kilkanaście minut. Jarmuż i tak będzie twardawy. ( dodaję same liście, główną gałąź trzeba wyrzucić)  Posypuję przyprawami i dodaję słodko-kwaśny sos chilli do smaku i jeszcze trochę sosu sojowego. Gotuję ryż na sypko i mieszam z kurczakiem z warzywami.




Zośka w przedszkolu i Chińczyk

Bruno dostał kiedyś od mojego męża maskotkę o imieniu Zosia. Przynajmniej tak było napisane na opakowaniu. Na moje oko z Zosią ów miś ma niewiele wspólnego, ale jest prześmieszny i ciekawy. Zauważyłam też, że Brunio zakochał się w jego oryginalnym wyglądzie i gdy trzeba było do przedszkola zanieść swojego misia, wybrał właśnie Zośkę.
Zosia okazała się na tle tradycyjnych misi bardzo wyjątkowa. Budziła też mieszane uczucia wśród dzieci. Od zachwytu po śmiech. Dzieci później miały za zadanie swojego misia sportretować i podpisać. Ta część pracy była dla Brunia bardzo prosta i po przedszkolu wręczył mi obrazek z niekłamaną dumą.



Z rozpędu Brunio dorysował też siebie.


                                                                    Zosia


Portret to niewątpliwie mocna strona Brunia :)


Na obiad zrobiłam "chińczyka po polsku". Polskie, chińskie dania nie mają dużo wspólnego z autentycznym chińskim jedzeniem. Gdy byłam w Szanghaju dowiedziałam się, że ryż Chińczycy dają do jedzenia tylko, jeżeli nie najedli się do syta. Ryż to synonim biedy i jak ognia unika się go w drogich, chińskich restauracjach. Mało jest też dań z taką ilością składników, jakie robi się w Polsce. Może też dlatego ciężko mi było znieść przez długi czas tę kuchnię. A może dlatego, że Brunio siedział wtedy w moim brzuchu od czterech miesięcy. W przeciwieństwie do mojego męża, który kuchnię chińską kocha , ja poza paroma oryginalnymi daniami, wolę ich wersję europejską.


Albo domową.....


piątek, 22 listopada 2013

Przepis 49 - chilli

Chilli:

- pół kilograma mielonej wołowiny
- 2 puszki czerwonej fasoli
- cebula
- sos pomidorowy
- przyprawy: papryka słodka, papryka chilli, sól, pieprz, czosnek, oregano, pieprz cayenne, kmin rzymski
- olej

Mieloną wołowinę podsmażam z drobno pokrojoną cebulką na oleju na patelni. Dodaję fasolę i chwilę duszę. Polewam sosem pomidorowym ( jedno opakowanie) i posypuję przyprawami do smaku. Dalej duszę kilka minut, często mieszając. Chilli jest gotowe po naprawdę niedługim czasie. Mielonej wołowiny nie trzeba długo gotować, aż zrobi się  z niej breja. Ma być lekko twardawa i sypka.


Chilli świetnie smakuje z odrobiną śmietany 18% i kilkoma  nachosami.